Odeszła Aisha

Chcielibyśmy napisać dużo o śmierci, o odchodzeniu, o przejściu za tęczowy most. Chcielibyśmy napisać o cierpieniu, jakie spływa na pozostałych w okowach życia, ale nie, nie będziemy tak pisać. Będziemy wspominać te chwile, które były wesołe, czasem straszne, te chwile, które spędziliśmy z Aishą w Tarze. Śmierć, towarzyszy nam od chwili urodzenia, jest obecna wokół nas i jej istnienia powinniśmy być świadomi od początku.

Aishy nie ma już wśród Tarowego grona, w nocy z 1 na 2 kwietnia opuściła swą stajnie udając się gdzieś, jej ciało pozostało w boksie. To wszystko stało się nagle, wieczorem dostała kolację i porcję parowanego siana, a rankiem została już tylko cisza. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy ta chwila nastąpi, jednego dnia możemy cieszyć się zdrowiem, drugiego jesteśmy już tylko wspomnieniem. A co pozostało po Aishy, jaka była?

Aisha miała bardzo nieprzewidywalną i skomplikowaną psychikę, z jednej strony potrafiła się przytulać i być przesłodka, z drugiej w jednej chwili potrafiła przeistoczyć się w jednoosobową armie dążącą do skopania człowieka, ha, ilu ludzi pogoniła po pastwisku to pamiętają tylko oni sami. W Tarze część koni jest (żeby nie obrażać) troszeczkę „nijakich”, żyją, jedzą, są, Aisha do tej grupy stanowczo nie należała, wzbudzała respekt. Każdorazowe chowanie do stajni wiązało się z ryzykiem i pytaniem: „czy ma dobry humor, czy da się złapać za kantar?” Jednak w tym całym jej jestestwie była pewna zasada. To człowiek miał znać swoje miejsce i czynić to, co Ona chciała, nie odwrotnie. Przypomina nam się śmieszna sytuacja, widziana całkowicie z boku. Otóż wyobraźcie sobie, przed wami rozpościera się padok(duży), pokryty zieloną, przygryzioną trawka (lipiec), padok ów jest przedzielony dwoma ogrodzeniami zbudowanymi z żerdzi, mniej więcej dzieląc go na 3 części. Jeden ze znajomych Tary za wszelką cenę chce iść do koni, tłumaczymy „ chłopie daj spokój, tam jest Aisha i to dzisiaj w całkiem kiepskim humorze, poczekajmy do wieczora, zrobi się chłodniej, przejdzie jej będzie można iść spokojnie i bez stresu”. Gwoli wytłumaczenia to siedzimy pod dębem i przed sobą mamy, 200 m trawy, ogrodzenie, 200 m. trawy, ogrodzenie, 200 m trawy, a i zapomnielibyśmy dodać, człowieka stanowczo idącego do przodu mającego „awaryjnie” marchewę do „przekupstwa” w kieszeni. W tym miejscu warto dodać, iż ten znajomy był w sandałkach bez tylnych pasków. Naprzeciw, na trzecim padoku pasie się Aisha, pomiędzy padokami bramki były pootwierane. Kiedy jegomość dotarł już na trzeci padok gdzie pasła się Aisha z dali dało się dosłyszeć tryumfalny dźwięk – „dotarłem”. Plan był zacny dotrzeć do reszty koni, pasących się z blond pięknością i poczęstować je marchewką.

A co zrobiła Aisha? Widząc obca osobę na jej własnym padoku, pierwsze, co, to położyła uszy po sobie, drugie to namierzyła go rakietami balistycznymi „zęby – zadek zwiedzającego”, trzecie ruszyła. I tak, patrząc z boku, na pierwszym padoku widzieliśmy latające w powietrzu sandały, później sprytny skok przez żerdzie (Aisha przebiegła dwa metry dalej przez otwartą bramkę), na kolejnym padoku w powietrzu błyskały nagie pięty i dało się usłyszeć krzyk „aaaaaaaaaaaa”, potem kolejny skok prze ogrodzenie. Na trzecim padoku osobie z marchewką udało się już zwolnić i dobiec do bezpiecznej strefy. Aisha zawróciła i niczym niezrażona zaczęła spokojnie dalej skubać trawkę. Śmiechu było, co niemiara, zwłaszcza, że nie było tu żadnego zagrożenia życia, bo Aisha w całej swej zawziętości, była bardzo powolnym koniem.
Czy śmiech, czy strach Aisha zawsze dostarczała wiele wrażeń i to one na zawsze pozostaną z nami, w pamięci i na zdjęciach.

Nasza strona używa ciasteczek (tzw cookies). dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do Twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje

Zamknij