Bracia krwi.

Pragniemy uspokoić Was wszystkich, konie są już w domu w Tarze.

Nie odbyło się bez niespodzianki jak powiedzieli wolontariusze Tary: „Nikt nie mówił, że będzie łatwo”. Tak też było, wielu z Was na pewno się orientuje, że my świąt, niedziel, wakacji – nie mamy, inni mają, to właśnie wszelkie święta wchodzą nam zawsze w paradę. Ponieważ „normalni ludzie” w tym czasie nie pracują. Dlatego dopiero 04.05.2011 wynajęty przewoźnik mógł jechać po konie. Zwierzęta mile nas zaskoczyły, pozwoliły się załadować do przyczepy bez większej szarpaniny, tak jakby wiedziały, że odzyskują wolność. W momencie, kiedy właściciel otrzymał pieniądze za konie i trzymał je już w garści, zadowolony powiedział: „paniusia pójdzie ze mną” Poszłam. Po przeciwnej stronie domu była drewutnia, jakieś wiaty i mała drewniana komórka. Gospodarz otworzył drzwi, a tam cóż było? – dwa konie, kolejne przyczepione do łańcuchów. „Paniusia je kupi, będzie po problemie”

No cóż, Tara jest przepełniona?

A może Fundacja ma dużo pieniędzy, czy może zrujnowany ogromny folwark. Może, chociaż teren Tary jest porządnie ogrodzony? W ogóle ogrodzony?
Mogłam jedynie się zaśmiać, złapać za głowę, wyciągnąć z kieszeni komórkę i dzwonić do znajomych z prostymi pytaniami „Czy możesz pożyczyć nam pieniądze? – teraz”
Justyna, nasza Justyna pożyczyła i nawet zwolniła się z pracy by dowieźć pieniądze. Z Justyną jest jeden problem, bardzo kocha zwierzęta, pomaga im jak tylko może, jest weganką, a problem polega na jednym – zostało jej jeszcze 28 lat spłaty kredytu za kawalerkę we Wrocławiu. Teraz za kare, że kocha jedna z klaczy otrzymała imię na cześć „wariatki” – Ju-styna, Ju-trzenka. Niech się Justyna cieszy, ma konia, którym w Tarze będzie się opiekować, choć wiemy, że bogactwem tej dziewczyny jest jej wnętrze.
Drodzy Państwo, czym jest Tara bez Was, czy moglibyśmy istnieć? Czy setki zwierząt w Naszym schronisku bylibyśmy w stanie nakarmić bez Was?
Rzesza wolontariuszy, którzy przyjeżdżają i remontują, budują, sprzątają stajnię – czy moglibyśmy istnieć bez nich? Czy moglibyśmy ratować skatowane skazane na śmierć zwierzęta bez Was?

Czym jest Tara?

To złączone serca i dłonie, to głośne Niewykrzyczane w stronę ludzkich bestii. Choć z drugiej strony to ciągle zrujnowane schronisko w starym folwarku, gdzie tak mocno biją ludzkie serca.
Drodzy Państwo, jest tak wielu „Braci krwi”, których musimy ratować, dzisiaj uratowaliśmy nie dwa, a cztery konie, zobaczcie tę biedę. Dwa konie mają uszkodzone kręgosłupy, nie ma ran na ich ciele, to nas martwi, na kręgosłupach mogły powstać zrosty, uszkodzenia nie są „świeże” W niedługim czasie ( ten czas to niestety pieniądze) wezwiemy do Tary doktora weterynarii Kmiecika z Tyńca pod Wrocławiem, który jest doskonałym specjalistą. Przyjedzie z przenośnym rentgenem, będziemy więcej wiedzieli, czy można pomóc dwóm koniom.

Nowe cztery konie, wyszły z ciemności, chcemy by imiona, które im nadaliśmy, dały nadzieję na lepszy los, bo imię jest symbolem.

  1. Ogierek (uszkodzony kręgosłup) – Świt
  2. Kara klacz – Jutrzenka
  3. Gniada klacz (uszkodzony kręgosłup) – Poranek
  4. Gniada klacz – Zorza

Przed nimi standardowe: odrobaczanie, szczepienie na tężec, grypę, kowal, badania weterynaryjne, określenie wieku, wyrobienie paszportów.
Oto kolejna „akcja” pomocy zakończona sukcesem. Nowe konie Tary, przez kilka godzin biegały i tarzały się jakby bez końca, oszołomione – uczą się poznawać świat – a on jest taki wielki, nawet wiatr powodował zdziwienie na pyskach koni. Pamiętajcie o nas, wiemy, że tak mało robimy. Pamiętajcie to Wy jesteście Tarą. Dziękujemy Wam cudowni ludzie, bo bez Was ten świat byłby zbyt podły.

Dziękujemy Wam Tarianie

 

Nasza strona używa ciasteczek (tzw cookies). dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do Twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje

Zamknij