Brzegowi budowlańcy.

Sobota poranek jak zwykle spędzony na karmieniu koni, zakończony godziną W – jak wycieczka. Chociaż można spokojnie rzec, że to nie wycieczka, bo taka wycieczka pochodzi, poogląda, pokomentuje, a w tym przypadku żadnych komentarzy nie było, żadnych spacerów. W sobotę przyjechała do Tary ekipa remontowo – budowlana z Zespołu Placówek Resocjalizacyjnych w Brzegu Dolnym. Kilkunastu młodych chłopaków, dwoje opiekunów i niespożyte pokłady energii (przynajmniej do pewnego czasu). Na początku krótkie przywitanie i do roboty. Pierwszą fazą była naprawa ogrodzenia zdewastowanego wcześniej przez konie i wysprzątanie padoku ( cały czas magicznie spod ziemi wyrastają kolejne pozostałości po wcześniejszych użytkownikach obiektu). Potem krótka przerwa zarządzona przez Piotra ( na potrzeby przygotowania przez niego odpowiednich narzędzi) w trakcie, której młodzi Junacy posilili się. Założeniem tych kilku krótkich godzin, w których chłopcy przekazali swe serca i dłonie Tarze było przygotowanie padoku i rusztowania pod letnią wiatę dla starszych 4 koni.

Ekipę z Brzegu Dolnego podzieliliśmy na grupy,

według sił fizycznych, chociaż pod sam koniec wszystko i tak uległo wymieszaniu w tyglu pracy. Jedna z grup nazwijmy ją „Krety” otrzymała plan wkopania słupów nośnych po uprzednim wymierzeniu miejsca wkopania, wkopanie wyszło doskonale, odmierzanie, biorąc pod uwagę możliwość różnego pojmowania znaczenia słowa „prosto” również wyszło doskonale, ważne, że nie zygzakiem. Kolejna grupa nazwijmy ja „Korniki” miała za zadanie usunąć z ogrodzenia otaczającego padok, sęki, następna grupa nazwijmy ją „Bobry” miała za zadanie zębami siekier powalić na ziemię, resztki młodnika, który rósł w tym miejscu, żeby konie mogły sobie chodzić nie potykając się.

Do godziny przed wyjazdem Panów z Brzegu, wszystko przebiegało zgodnie z planem, prace zostały w 99% procentach wykonane, dopiero potem rozpoczął się „mały młyn”. Krety po wkopaniu słupów rozpełzły się po okolicy, Korniki zaczęły sprzeczać się z Bobrami o posiadanie siekier a do tego, wszędzie pełno było wysokiego operatora zielonej taczki. Po piętnastu minutach tego zwierzęcego folwarku, główny szef stada Kogut opiekun Marcin ten z czarnym kotem na zdjęciu zapiał gromkim głosem na zbiórkę i wszyscy poszli szykować się do wyjazdu, jeszcze tylko pożegnalne zdjęcie i w drogę.

Dziękujemy wam nasze „zwierzaczki” za pomoc i uśmiech, który wywołujecie.

 

Nasza strona używa ciasteczek (tzw cookies). dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do Twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje

Zamknij