Lukrecja

Wszystko zaczęło się od Lesia – pod koniec lutego otrzymaliśmy prośbę o pomoc dla cielaczka, który uciekł z transportu rzeźnego. Mając na względzie brak miejsca i ciężką sytuację w Tarze, umieściliśmy informację o byczku na naszym profilu. Nie spodziewaliśmy się, że ktoś będzie go chciał, dlatego myśleliśmy, że przyjedzie do Tary. Tak się nie stało… ale Lesio został w naszych sercach. Sami wiecie, jak to jest z kuszeniem losu. Lesiu pojechał do stowarzyszenia, a do nas natychmiast przyszedł mail z prośbą o pomoc dla półtoramiesięcznej jałówki. Malutka cały czas miała i ma problemy z rozwolnieniem. Ma bardzo uszkodzoną, bezwładną przednią nogę, do tego kolczyki, które zostały wbite w jej uszy spowodowały stan zapalny i infekcję uszu. Otrzymaliśmy informację, że dla hodowcy jest to „odpad produkcyjny”.

Oto tylko część prośby, jaką otrzymaliśmy od osoby, która absolutnie nie jest właścicielką stada krów:

„Z nóżką raczej kiepsko, ale są maleńkie postępy. Wiem, że firma ADMIRAL na pewno by była w stanie wymyśleć dla niej jakąś ortezę, ale w tym miejscu nie mam z kim ani o czym gadać. Kiedy chciałam, żeby jej nóżkę obejrzał wet od koni, który akurat był u nas (hodujemy też konie) u konia i miał ze sobą przewoźne USG i RTG, to usłyszałam od szefa, że jestem NIEPOWAŻNA, bo jak on by wyglądał w oczach weta, który od 20 lat leczy nasze krowy??? Tenże wet od krów machnął na Małą ręką ze słowami “proszę pani, to jest zwierzę gospodarskie”…Wszystko we mnie krzyczy!!!! I co, że zwierzę gospodarskie?????? Cierpi tak samo jak każde inne stworzenie! I cierpienie krowy niczym się nie różni od cierpienia koni…I wiem, że może można było jakoś jej pomóc, coś zrobić. Kiedy Maleńka miała tydzień, zauważyliśmy, że jest słabsza. Została razem z matką zabrana do oddzielnego pomieszczenia. Tam ją dokarmialiśmy, początkowo na siłę, bo nie chciała jeść. Potem wreszcie apetyt jej wrócił, zaczęła pięknie i chętnie jeść z butli plus oczywiście doić matkę. I wtedy doszło do wypadku. Którejś nocy jej matka musiała po prostu po niej przeleźć i poturbowała jej nóżkę. Wet stwierdził, że nie jest złamana, ale…Co mógł stwierdzić na oko? Dał kilka razy zastrzyki i to wszystko z jego strony. “to jest zwierzę gospodarskie” – takie było podejście lekarza wet. z doktoratem…Koniec końców nóżka jest niewładna, Mała porusza się na trzech. A tamtą trzyma odstawioną do tyłu, nie jest w stanie na nią stanąć.”

Drodzy Państwo, naprawdę to wszystko przez Lesia. Zbyt głęboko wszedł do naszych serc jako cielaczek. Dlatego los nakazał nam uratować innego małego cielaczka – Lukrecję.

Nasza strona używa ciasteczek (tzw cookies). dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do Twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje

Zamknij