Jeśli piekło istnieje nazywa się Skaryszew !!!

Pierwszy poniedziałek Wielkiego Postu.

Wódka, kiełbasy, boczki, bigosy, wódka, smalec – jadło dla gawiedzi, gotowane już w nocy. Grille pełną parą chodziły – a na nich mięsiwo- Wielki Post. Nikt tego nie jadł? Jedli, jedli ze smakiem ocierając brody, po których spływał tłuszcz, zapijając suto wódą. Wielki zakłamany Post, miasteczko nastawione na dwudniowy wielki zarobek.

Skaryszew, od wielu lat odbywają się tu Wstępy, czyli: handlarze, chłopi, tzw. hodowcy – zwożą tu konie, czym się da na targ. Wieloletnia tradycja, największy koński targ. Od dawna media podają, że ‘’kupcy z zagranicy przyjeżdżają do nas, do Polski, do Skaryszewa by kupić nasze konie.’’ Tutaj odbywa się jarmark, na którym można się najeść, kupić siodło, kapelusz kowbojski, gumofilce i baty. Skóry zdarte z saren i dzików, wypchane lisy i chronione ptaki. Przede wszystkim konie. Wszystko przy dźwiękach muzyki ludowej ,,wyryczanej’’ przez zespoły. Na straganach puszczana ,,na ful‘’ muzyka disco polo, a Ksiądz z kropidłem ,,chodzi i święci’’. Ludzki tłum pojawia się z pierwszymi promieniami słońca. Tłum bardzo głodnych ludzi: jedzą, piją alkohol i… poszczą. Twarze tych ludzi- jak z jednej matrycy bez światła, bez duszy –

to szkieletów ludy

Byłam tam, znowu tam byłam. W tym okropnym miejscu zlanym potem przerażonych, zniewolonych koni. W niedzielę o 22” już tam byłam, po to by powiedzieć prawdę. Prawdę o tragedii pięknych, mądrych, inteligentnych istot, świadomych tego, że coś złego im czynią ludzie. Świadomych, że nie uda im się uciec, bo pęta są zbyt mocne kij i bat zatrzyma przed ucieczką.
Byłam tam, pisząc te słowa płaczę i pytam – dlaczego Was nie było tam ze mną? Czemu mówicie, że nie godzicie się z gehenną koni? Czemu mówicie- chcę pomóc? Przestańcie mówić, zacznijcie działać- razem z Tarą. Piszę dopiero początek relacji z tego strasznego targu, nie widzę kartki, łzy nieopamiętanie płyną rozpryskując się na kartce. Jest noc, nie mogę wyć, usłyszy mnie Dawid, musi spać- rano do szkoły.

  • Tak dużo chcę Wam powiedzieć, jestem już w domu w Tarze, kilka godzin temu patrzyłam w oczy koniom skazanym na śmierć.
  • Tak dużo chcę Wam powiedzieć, tyle obrazów, muszę myśleć o cenzurze.
  • Teraz jeszcze płaczę przytłoczona ciężarem żalu i pytam – dlaczego Was tam nie było? Nie będziecie mogli z tym żyć? Jak ja?

Nie będę pisała składnie, bo się nie da, w gorących moich trzewiach, schowany ból, który złamał mnie w pół – czy to dusza?

Piszę do Was. Wiem, że jesteście dobrymi ludźmi, czytacie moje słowa na stronach Tary. Jeśli czytacie, to znaczy, że chcecie wiedzieć. Dlaczego Was tam nie było?

Pluli mi w twarz- mali ludzie.

Wyzywali od najgorszych, popychali i dźgali kijem, tym samym, jakim bili konie na targu, by szybciej wskoczyły, ze strachu i bólu do tira. Nie było Was przy mnie, by bronić przed ludzkim pijanym robactwem. Bym mogła robić zdjęcia, by dać świadectwo prawdzie.

Dalej czuję zapach tych koni, widzę ich oczy, w większości jakby zamyślone, nieobecne. Te konie wiedziały… Nie mogłam im pomóc. Ileż w sobie człowiek ma łez, nie mogę pisać.

W tym roku było bardzo dużo źrebaków, 8-9 miesięcy, 1 rok- one w pierwszym rzędzie były kupowane, jako pierwsze jechały w transportach, traktowane jak najlepsze, najsmaczniejsze mięso. Tiry wyjeżdżały z targu pełne dzieci, które rżały cieniutkimi głosikami, wzywały swoje matki.

One odpowiadały, może pocieszały swoje maluchy? One po kolei, jedna po drugiej skupowane przez ,,naganiaczy’’, podprowadzane do tirów, ładowane, obite kijami przy wtórze najgorszych wyzwisk przez pijanych ludzi, przerażone. Za chwilę kolejny tir był pełen koni, zamykali z trzaskiem trap. One jechały w ślad za swoimi dziećmi, może do tej samej rzeźni we Włoszech? Bez wody, jedzenia, opuszczały Polskę. Państwo, które ,,szczególnie kocha konie’’. Mój dziadek Ułan, przedwojenny major, przewraca się w grobie.

Były też ogiery – ojcowie, wielkie, mocne, próbowały być dumne. Sznur opleciony wokół głowy, wżynał się w język, kij z trzaskiem obijał zad. Na nic szarpanie, próba ucieczki. Po chwili opierały głowę o burtę tira, za chwilę, mali, krępi ludzie bili szybko kijami, wrzeszczeli, a te ciężkie konie 800-1000 kg, pozwalały- ze zniewolenia i strachu, wpędzić się na wysoki trap i przywiązać sznurem obok towarzyszy drogi na śmierć, wielogodzinnej drogi w czasie, której może zdarzyć się wszystko. Zakręty brane z dużą prędkością, zmęczenie, stres, upadek.

Kogo to obchodzi?

Jarmark koński w Polsce, raz do roku w Wielki Post. Ludzie się cieszą. Jedzą, piją, tańczą. Obok nich, a wręcz wśród nich trwa załadunek szlachetnych zwierząt i wywożenie na śmierć. Wszyscy o tym wiedzą – ale po drodze są pieniądze, pieniądze, pieniądze. W tym roku do grona ,,naganiaczy’’ – tym, którzy za pieniądze skupywali konie od chłopów oraz ,,hodowców koni’’ i podprowadzali konie do swojego tira, gdzie włoski, gruby ,,pan’’ wypłacał im pieniądze, dołączyła młodzież i dzieci. Tak moi drodzy, dzieci. One pomagały swoim ojcom, handlarzom. Mam dowody na zdjęciach (i w pamięci) gdzie widać jak może 12-13 chłopak razem z trochę starszym bratem ,,dopychają’’ źrebaki w dużym ,,rzeźniczym’’ samochodzie. Słyszałam, jak te ludzkie dzieci wyzywają przerażone źrebaki i pchają je w głąb samochodu. Widziałam jak ,,fachowo’’ ładują końskie dzieci, w górę przez ostry, wysoki trap do wnętrza samochodu, w którym przerażone końskie maluchy, już przywiązane, cieniutkimi głosami rżały, rżały, rżały, a ludzkie dzieci wyzywały je najgorszymi wyzwiskami, tak jak czynili to ich starsi koledzy handlarze ‘’mięsem’’. Była jedna różnica, Ci starsi byli pijani- wszyscy. Przez to bardziej okrutni, lepiej znieczuleni.

Media kłamią, lub nie dopowiadają prawdy.

To nie kupcy przyjeżdżają do Polski, do Skaryszewa by kupić nasze konie. Przyjeżdżają bezwzględni handlarze po żywe jeszcze ,,mięso’’ by wieść je tysiące kilometrów do swoich włoskich rzeźni. Tam zabijają resztkę naszej Polskiej dumy, symbol wolności. Polski symbol szlachetności, którego i tak niewiele nam zostało.

Konie – szlachetne i mądre. Niegdyś w Polsce traktowane godnie, po pańsku. Były ,,w rękach’’ ludzi bogatych i wykształconych. Po II wojnie światowej trafiły ,,pod strzechy’’ . Niejednokrotnie do głupich tępych ludzi. Konie- nie stały już w pięknych czystych stajniach, lecz w komórkach, oborach-pełnych odchodów. Musiały pracować w polu i w kopalni, przy zrywce drzewa i w szkółkach gdzie miłośnicy koni odbijali im nerki, niszczyli kręgosłup, zrywali ścięgna. Konie- wiele z nich rzadko widziało już słońce i trawę na pastwisku. Symbol szlachectwa trzeba było zniszczyć- tak jest do dziś. Tak jak w Skaryszewie. Ludzkie pijane robactwo, tępe i niewykształcone – macało sprawnie mięśnie koni, zaglądało w zęby, wpychało na siłę do tira bijąc nahajką i brało pieniądze od ,,Pana’’. Włoskiego rzeźnika – ,,Pana’’

,,Bez serc, bez ducha
To szkieletów ludy.
Młodości, dodaj mi skrzydeł
Niech nad martwym wzlecę światem
W rajską dziedzinę ułudy’’
A. Mickiewicz

Scarlett Szyłogalis
Założyciel, fundator, prezes
Fundacji Tara- Schronisko

 

Nasza strona używa ciasteczek (tzw cookies). dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do Twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje

Zamknij