Zorza ur. 26.04.2005, w Tarze od 2011

Zobacz więcej koni do adopcji →

Zorza

Opowieść o tym jak trafiła do Tary to też opowieść o ludziach – o tym jak okrutni niektórzy potrafią być dla zwierząt i o tym jak wiele jesteśmy w stanie zrobić, żeby je uratować. Do dzisiaj trzy klacze, które wtedy przywieźliśmy do Tary, trzymają się razem, zawsze można je spotkać w komplecie.

Zorza z całej trójki jest najspokojniejsza, choć potrafi pokazać swój charakter. Lubi się przytulać, jest ciekawska, cierpliwa, dopóki ma na to ochotę. Jest również ostrożna i podchodzi zazwyczaj, kiedy Jutrzenka już sprawdzi czy wszystko w porządku. Zawsze też towarzyszy im Poranek – najmniej towarzyska w stosunku ludzi, zawsze zostaje trochę z boku, podchodzi ostatnia. Jednak ona też zawsze sprawdzi po co przyszliśmy, w końcu bierze pod uwagę, że możemy mieć smakołyki…

Wróćmy do historii Zorzy i jej końskich przyjaciół:

Na prośbę „normalnych” ludzi Scarlett pojechała sprawdzić warunki w jakich trzymane są konie w jednym z wielu gospodarstw. Zorza i pozostałe konie, którym przyszło żyć w tym miejscu traktowane były jak ,,ścierwo’’, tak mówił do nich właściciel, tak mówiły jego dzieci. Konie trzymane były w maleńkich cuchnących komórkach, stały nieruchomo na krótkich łańcuchach.

Kiedy ludzie wchodzili przymykały oczy od oślepiającego je w ciemności światła, kuliły się, zrezygnowane czekały na to, co może się wydarzyć. Tak, były bite… I to nie tylko przez „gospodarza”, nauczył on swoje dzieci tak samo traktować zwierzęta. Na oczach Scarlett dziecko nie zawahało się uderzyć koni grubym kijem opartym o ścianę, jej brat kopnął w brzuch jedno ze zwierząt, a te nawet nie drgnęły. Nie wychodziły na dwór, po co, lada moment miał przyjechać po nie handlarz. Zawiadamianie wszelkich służb mijało się z celem, zanim by zareagowali lub wyegzekwowali skutki przeprowadzonej kontroli, konie i tak byłby już sprzedane handlarzowi. Nie było czasu na przeprowadzenie zbiórki, pozostawało dzwonić do wszystkich znajomych i prosić o pożyczkę. Udało się, nie pierwszy i nie ostatni raz, udało się…

Kiedy Scarlett z przewoźnikiem pojechali wykupić te dwa życia, zwierzęta mile ich zaskoczyły, pozwoliły się załadować do przyczepy bez większej szarpaniny, tak jakby wiedziały, że odzyskują wolność. Nie odbyło się jednak bez niespodzianki. Jak powiedzieli wolontariusze Tary: „Nikt nie mówił, że będzie łatwo”. W momencie, kiedy właściciel otrzymał pieniądze za konie i trzymał je już w garści, zadowolony powiedział do Scarlett: „Paniusia pójdzie ze mną” Poszła. Po przeciwnej stronie domu była drewutnia, jakieś wiaty i mała drewniana komórka. Gospodarz otworzył drzwi, a tam co? – Kolejne dwa konie, kolejne przyczepione do łańcuchów. „Paniusia je kupi, będzie po problemie”.

Co zrobilibyście w takiej sytuacji? Dzwonilibyście do wszystkich z prostym pytaniem: „Czy możesz pożyczyć nam pieniądze? Teraz!”. Pewnie tak, bo nie jest prosto ani łatwo patrzeć na cierpienie, nie jest łatwo odwrócić się i temu zwierzęciu powiedzieć: „ nie mogę Ci pomóc” . Odejść i uznać, że sprawy nie było. Tym razem pomogła nasz Wolontariuszka Justyna. Pożyczyła całą kwotę, mimo że zostało jej jeszcze 28 lat spłaty kredytu za kawalerkę. Teraz, za karę że kocha, jedna z klaczy otrzymała imię na cześć „wariatki” – Ju-styna, Ju-trzenka. Nowe cztery konie, wyszły z ciemności, chcemy by imiona, które im nadaliśmy, dały nadzieję na lepszy los, bo imię jest symbolem.

Nasza gniada klaczka to oczywiście Zorza, ogierek z uszkodzonym kręgosłupem to Świt, razem z nim przyjechała jeszcze kara Jutrzenka i gniada Poranek (również z problemami z kręgosłupem).

Oto kolejna „akcja” pomocy zakończona sukcesem. Nowe konie Tary, przez kilka godzin biegały i tarzały się jakby bez końca, oszołomione – uczą się poznawać świat – a on jest taki wielki, nawet wiatr powodował zdziwienie na pyskach koni. Drodzy Państwo, czym jest Tara bez Was, czy moglibyśmy istnieć? Czy setki zwierząt w Naszym schronisku bylibyśmy w stanie nakarmić bez Was?

Rzesza wolontariuszy, którzy przyjeżdżają i remontują, budują, sprzątają stajnię – czy moglibyśmy istnieć bez nich? Czy moglibyśmy ratować skatowane, skazane na śmierć zwierzęta bez Was?
Tara to przede wszystkim złączone serca i dłonie, to głośne Niewykrzyczane w stronę ludzkich bestii. Choć z drugiej strony to ciągle zrujnowane schronisko w starym folwarku, gdzie tak mocno biją ludzkie serca.

Aktualni opiekunowie:

  • Karolina Kicińska
  • Katarzyna Banasik – Sołgała, Sulejówek
  • Magdalena M. Kraków
  • Monika i Mariusz Goetze
  • Amber Kozik
  • Aleksandra

Adopcje wirtualne:
Zobacz więcej koni do adopcji →
adopcje@fundacjatara.info

Nasza strona używa ciasteczek (tzw cookies). dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do Twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje

Zamknij